Pandemia i Kamena na Bałtyku

5 edycja FIKU-MIKU po Bałtyku pod patronatem Porta Sailing Team nie była łatwa do zrealizowania. Zamknięte granice, pandemia i szalejący wirus zmusiła do przesunięcia z planowanego majowego terminu na późniejszy czas. Planowane urlopy trzeba było odwołać i czekać co przyniesie czas i pytanie, czy wypłyniemy w rejsy po Bałtyku. Żeglarstwo morskie to rejsy dla wytrwałych z planowanych 6 jachtów w dniu 18 lipca 3 jachty: "COSMO","CIRI" i "IMPRESSOM" przy pięknym gwiaździstym niebie oddało cumy w porcie Gdynia i ruszyły w kierunku Bornholmu. Początkowo na silniku, bo wiatru jak na lekarstwo, aż z Hel grot-disel pchał nas do przodu, rano pojawiły się lekkie zefirki i już na żaglach płynęliśmy do Łeby.

19 lipca przed południem cumujemy przy kei, do wieczora załoga ma wolny czas, więc żeglarze ruszają do miasta, bo pobyt któtki by zwiedzić, a raczej zobaczyć miasto. Wieczorem wszystkie załogi spotkały się przy ognisku i śpiewaniu szant miło spędzili czas, rano mieliśmy wyjść z portu, więc około północy załogi poszły spać.

20 lipca Neptun już od rana przypomniał sobie, że to on jest władcą i miał dla nas wiatr z północy wiejący prosto w główki portu musieliśmy pozostać w porcie, po sprawdzeniu pogody po południu miał się wiatr zmienić na NW, by bezpiecznie wyjść w morze. O 1315 zgłaszamy wyjście i opuszczamy piękną Łebę. Wiatr tężał i przybierał na sile, fale z każdą minutą coraz większe a na horyzoncie ciemne chmury nie wróżyły nic dobrego, choroba morska zaczęła dokuczać. Po 3 godzinach rejsu w kierunku Bornholmu i walki pod fale zmieniamy kurs i płyniemy do Darłowka mamy tylko i aż 20 mil na trawersie mijamy Ustkę. Po godzinie rejsu Neptun nie był nam łaskawy, wiatr odkręcił, załoga zielona 6B w porywach więcej a najgorsze miało dopiero nastąpić, organizator rejsu płynie z nami na największym jachcie z floty 15m Cosmo podejmujemy decyzję, że bezpieczeństwo załogi i jachtów jest najważniejsze do Ustki mamy tylko 1h żeglugi.

Przekazujemy komunikat radiowy pozostałym jachtom i już kursem baksztagom jachty płyną do portu Ustce, port jachtowy jest dość mały jak na jacht naszej wielkości, cumujemy w centrum miasta. Fale, które wpływają do portu i wiejący wiatr silnie bujają jachtem o nabrzeże, mamy fajne miejsce blisko sanitariaty, centrum miasta tak minęła noc. Rano po śniadaniu wiatr nie ma zamiaru odpuścić, fale i sztormowe wiatry nabrały na sile, że musimy poszukać bardziej bezpiecznego i spokojniejszego miejsca odajemy cumy i płyniemy głębiej do portu. Cumujemy przy budynkach Giełdy Rybnej licząc że rybacy nie łowią ze względu na zakazy i kutrów nie będzie, udało się załatwić podłączenie prądu już o wiele spokojniej czekaliśmy na poprawę pogody.

Po spokojnej nocy 21 lipca sprawdzamy warunki meteo, ale optymizmu nie ma, wiatr nie zamierza przestać wiać, fale przelewają się przez główki falochronu, piasek świszczy po oczach, więc pozostaje czekać, aż warunki się poprawią, jak panującą pandemię to turystów w Ustce co niemiara kładka łącząca zachodnią część ze wschodnią, kiedy jest otwarta to masa turystów się przemieszcza. Załoga po tej huśtawce odżyła, spędzając czas na spacerach do miasta gdzie toczy się życie towarzyskie.

22 lipca warunki się trochę poprawiają, nadal wieje z W do NW joż wiadomo, że rejs na Bornholm do Nexo możemy odłożyć na inną wyprawę. Po południu około godz.15 zgłaszamy do Kapitanatu portu Ustka zgłoszenie wyjścia z portu, otrzymujemy zgodę i informację o panujących warunkach na morzu. Ustalamy kolejność wyjścia naszych jachtów z portu, bo warunki przy główkach są ciężkie i różnej wielkości fale wpadają do portu i tak jacht za jachtem nie wypływamy a wyskakujemy, jak delfiny z wody za główki portu. Zebrani na falochronie turyści mieli nie lada gratkę zobaczyć wyjście jachtów w takich warunkach pogodowych. Wiatr wiejący z zachodu pozwolił nam spokojnie na zrefowanych gieniach płynąć na wschód do Władysławowa.

Już 23 lipca o 0001h cumujemy przy kei późna kolacja i nad ranem kładziemy się spać. Cały dzień i noc spędzamy we Władku zwiedzając miasto i okolice po sztormie zostały wspomnienia a piękna słoneczna pogoda nam to wynagradza. A to, co najciekawsze miało dopiero nastąpić, piękna załoga jachtu Ciri upiekła przepyszne ciasto i wszystkie załogi spotały się na naszym jachcie na urodzinowym party Łukasza i przy muzycznej "RATOWNICE" wszyscy świetnie się bawili do późnej nocy.

24 lipca opuszczamy jako ostatni jacht, gdyż nasza gienia pojechała do Gdasńska do naprawy, obieramy kurs na Hel przy spokojnym morzu wzdłuż półwyspu helskiego, płyniemy na pełnych żaglach, cumujemy przy kei. Prysznice, obiad i przygotowanie do spotkania w tawernie U Morgana na kapitańskim wieczorze przy szantach i białej pianie miło spędzamy czas.Rano wczśnie opuszczamy gościnny HEL i płyniemy do Gdyni gdzie nasz rejs się kończy, jeszcze pakownie rzeczy, klar jachtu pamiątkowe zdjęcia, serdecznie uciski i pożegnania kończą ten pełen wrażeń rejs.

Udział w rejsie wzięli: Łukasz, Aneta, Edwin, Kasia, Marcin K, Marcin S, Jakub, Jarek, Mariusz i Ja piszący tę relację Mietek.